Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna
FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna  Zaloguj  Rejestracja
A mówili "Zaciągnij się...."
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna -> Misje
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 15:14, 21 Maj 2006    Temat postu: A mówili "Zaciągnij się...."

Gracze Wyatt Kowalsky (na razie)
MG Chudeusz

Baza Raidersów dowodzonych przez Wyatta nabierała kształtów. Już wkrótce można by było mówi o małym miasteczku, Gdyby nie pewien detal. Raidersów po ataku pozostało zaledwie kilkudziesięciu, natomiast baza była zaprojektowana dla kilkuset osób. Ambicja Nie pozwalała przywódcy na marnowanie miejsca i okazji. Większa banda to większe wpływy a co za tym idzie więcej łupów i władzy.

W magazynie wciąż leżało sporo broni pozostałej po poległych w potyczce z Enklawą raidersach. Również i pancerzy nie brakowało. Jednak cóż z tego skoro nie było kogo w nią wyposażyć. Kanibale odpadali, podobnie jak i mutanci pałętający się po okolicy w małych grupkach. Pozostawał wyjazd do któregoś z leżących w okolicy większych miast i werbowanie. Jednak to zawsze wiązało się z Ryzykiem zdradzenia Położenia bazy. Wyatt musiał dobrze przemyśleć wszelkie za i przeciw. Dlatego tez Młody przywódca postanowił rozpocząć zakrojoną na szeroką skalę operację werbowania nowych Raidersów. Dzięki napływowi świeżej krwi uzyskał by znaczny wzrost siły militarnej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Pon 21:30, 22 Maj 2006    Temat postu:

Podczas tygodniowej nieobecności w bazie dokonano całkiem sporo porządków. Po walkach nie było praktycznie śladu w samych pomierzeniach. Gruz, szkło i nieprzydatne łuski przeniesiono w jedno miejsce. Oczywiście nikt jeszcze nie myślał o remontowaniu, zresztą i tak pewnie takich wygód jak dodatkowe szyby tutaj nie znajdą. Nie miało to na szczęście absolutnie najmniejszego znaczenia. Sytuacja wyglądała lepiej niż kiedykolwiek odkąd Wyatt objął przywództwo. Mieli dużo zapasów, systemy uzdatnia wody bazy działały albo niedługo zostaną uruchomione. Broni i pancerzy zebrali więcej nie potrzebowali by uzbroić wszystkich dorosłych osobników.

Właśnie ten nadmiar sprzętu niepokoił przywódcę. Narada zwołana w środku bunkra parę godzin po wyjeździe Mii miała podzielić obowiązki na najbliższe tygodnie:
- Jakie pomysły panowie?
- Ja to widzę tak. Mamy doskonały punkt, blisko przecięcia szlaków handlowych. Na dobrą sprawę to możemy tylko raz po raz ruszać się stąd i wracać z zapasami żarcia, napoi, amunicji oraz tanich dziwek.
- Jakby im to robiło różnice czy są tanie czy drogie.
- Styl pysk. I jak długo tak pociągniemy? Chcecie skończyć jak jedna z wielu band, których kręci się tu od liku. My walczymy pod godłem Adriana i musimy dokonać czegoś więcej.
- On ma rację. Na takich atakach zawsze stracimy parę osób, w krótkim czasie nie bylibyśmy skutecznie bronić tej bazy podczas napaści.
- Ku*wa mać, racje. Co w takim razie proponujecie.
- Możemy burdel otworzyć, mamy kobiety, zarobimy fortunę.
- Gdyby Twój zmarły brat nie był uratował mi mojego życia Wilkons pozwoliłbym wam znowu się spotkać..
- Ee szefie, ale jak, przecież
- Weź go trzepnij przez tę głowę... spotkać, ale coś mu obiecałem.
- Podzielimy się na dwie grupy. Wszyscy ranni oraz część pozostałych tutaj zostanie. Doprowadzicie wszystko do ładu i składu. Ja wyruszę na jakąś miesięczną wyprawę. Hopkins.
- Tak? Rozumiem, że też jadę.
- Nie ty zostaniesz, masz dalej uczyć tych wszystkich odważnych ludzi swego rzemiosła.


Widać było po nim, ze nie jest zadowolony taką perspektywą.

- Nie planujemy strzelania. Nudziłbyś się niemiłosiernie, a tak będziesz miał jakieś zajęcie. Smith sam sobie czas zagospodarujesz. Trzeba przywrócić jak najwięcej z systemów tej części bazy. Masz też zadanie specjalne. Widziałem na zewnątrz jakieś rośliny, chyba wydają się odpowiednie by przemienić je w cudowny złoty napój. Jak mylisz dasz radę to zrobić.
- Powiem jak wrócisz. Nie mam pojęcia czym dysponujemy tak na dobrą sprawę.
- Niczego więcej nie oczekuję. Bill przejmiesz nad tym wszystkim dowództwo. Postarajcie się przemienić to co tu mamy w twierdzę. Jeśli ktoś będzie próbował wydrzeć nam ją nie możemy dopuścić by brał niskim kosztem. Z tych wszystkich włóczni i noży na pewno dacie rady zbudować jakieś pułapki. Co się tak na mnie patrzycie, ja nie mam o takich zabawkach pojęcia. Macie wolną rękę.
- W takim razie gdzie i czym my wyruszamy.
- Bierzemy większość pojazdów. Obie ciężarówki, oba hummery. Motory dla osłony, w bazie i tak nie będziecie ich potrzebować. Na pakę ładujemy tych wszystkich dzikusów i walimy na zachód. Cel Shreveport. Tam spróbujemy sprzedać ich wszystkich oraz rekrutować nowych zabijaków. Jeśli się nie uda ruszymy do De Ridder. Potem wracając zahaczymy o New Orleans. Tak wpadniemy do naszego znajomego i za pieniądze uzyskane z sprzedaży dzikusów kupimy trochę ciężkiego sprzętu. Ostatnim punktem przed powrotem będzie Mobile. Całość zajmie nam trochę czasu, ale powinniśmy dzięki temu uzupełnić wszystkie straty. Możliwe, że nawet zwiększymy naszą liczebność
- Ale nasi chłopcy będą się tutaj nudzić.
- Nie będą. Tak jak powiedział Wyatt macie sporo do roboty, prócz tego zajmiecie się rozeznaniem najbliższej okolicy. Wyszukajcie miejsca na zasadzki, punkty z których można skutecznie obserwować szlaki i takie tam. Powinniśmy zająć się nie tylko domem, ale również i podwórkiem wokół niego.


Domem. To słowo zadzwoniło w uszach Kowalskyego. Od wielu lat nie istniało dla niego. Może teraz się uda. Dał swoim ludziom szansę i nie pozwoli jej zmarnować. W gruncie rzeczy na pustkowiu można cudownie spędzić życie. Wytarczy w odpowiednie miejsca wyciągnąć dłoń. Potem to już można brać i żyć lepiej od lalusiów w tych bogatych i tak zwanych cywilizowanych miejscach.

Jako, że nikt nie miał nic więcej do dodania. Posiedzenie zostało zakończone. Wyjazd ustalona na poranek następnego dnia. Trzeba było uzupełnić paliwo w pojazdach, przygotować zapasy i towar do spieniężenia.

Rankiem o ustalonej godzinie niewielka kolumna opuściła starą bazę wojskową. Trzydzieści spośród wszystkich sześćdziesięciu ośmiu wyruszało po raz kolejny w drogę pozostawiając za sobą dumnie łopocząca na wietrze flagę zatkniętą na wieży dawnego kontrolera lotów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:18, 24 Maj 2006    Temat postu:

[off]ech brak weny [off]

Konwój ostrożnie przemierzał pustynne szlaki. Unikając patroli bractwa i większych grup bandytów Raidersi Wyatta posuwali się w kierunku Shavenport. Pogoda była dobra niewolnicy zdrowi. Nastroje dopisywały zwłaszcza od momentu w którym Wilkons wypadł na łeb z ciężarówki, Cóż bimber i kop od niewolnicy zrobiły swoje...
Wyatt pozwalał na żarty jednak nie zaniedbywał środków ostrożności. Motocykliści ciągle prowadzili aktywny zwiad w pewnej odległości od Konwoju. Właśnie oni jako pierwsi wypatrzyli małe obozowisko Bandytów. Grupa wyglądała na kiepsko zorganizowaną.

- Szefie wykryliśmy około 20 ludzi na północ stad. Chyba bandyci. Ale jakieś fajtłapy nie wystawili nawet straży. Obserwowaliśmy ich chwile wygląda na to że świetnie się bawią. - Zwiadowcy byli pewni swych obserwacji. Bandyci byli kiepsko uzbrojeni i w dodatku ostro imprezowali zaledwie dzień drogi od Shavenport. Wyatt musiał podjąć decyzję co zrobić z tym fantem. Teoretycznie potrzebował świeżej krwi. Ale ci idioci mogli okazać się kłopotliwym nabytkiem.
-Jak są uzbrojeni i wyposażeni? – Wyat przeszedł do konkretów.
-Maja kilka karabinów na pewno pistolety i chyba jeden M60. - Zwiadowca nie był do końca pewny było za ciemno szefie.
-To cieniasy nie wiem po co im ta bron. – drugi ze zwiadowców był pewien niskiej wartości przeciwników. W dodatku łażą w jakichś skórzanych szmatach – Nagle ugryzł się w język. Zauważył ulubiona kurtkę Wyatta. – W każdym razie powinnismy łatwo ich pokonać.

Słonce właśnie zaczęło wschodzi nad pustkowiem panowało orzeźwiające powietrze. Wyatt obserwował jak jego ludzie powoli budzą się ze snu. Musiał podjąć decyzje.

-Jakie rozkazy szefie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Pią 20:48, 26 Maj 2006    Temat postu:

Kowalsky wrócił pamięcią do poprzednich lat. Przecież jeszcze niedawno jego ludzie zachowywali się tak samo. Nie wszyscy co prawda powyciągali lekcje, ale pozostali stali cię całkiem niezłymi zabijakami. Może choć piątka z tych wszystkich by mu się przydała:

- Podjeżdżamy do niech. Jeśli zaczną strzelać, zdejmujemy tylko strzelających. Może uda się wziąć choć paru z nich żywcem. Są pewnie tak pijani, że i tak nie trafią nikogo spośród nas. Podjeżdżamy do nich ze wszystkich stron i spróbujmy się dogadać. Jak się nie uda wzbogacimy się o m60.

Motory miała zaraz odjechać by okrążyć obozowisko przeciwnika. Po piętnastu minutach miało rozpocząć się przyjacielskie poranne spotkanie przy ognisku i bimbrze, a co wyniknie to już okaże się później.

- Jeśli okażą się kompletnymi półgłówkami na mój znak rozwalamy wszystkich zabierając to tam tylko moją.
- Co będzie znakiem
- Rzucenie w kolesia butelką gorzałki.


Cała grupa podzieliła się tak by hummery zajechały z boku, motory od tyłu, a ciężarówki nadjechały od przodu. Ciężarówka z niewolnikami poruszała się wolniej z tyłu by w wypadku strzelaniny nie uszkodzić cennych ciał.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:54, 27 Maj 2006    Temat postu:

[off] Forma strikes Back [off]

Warkot motocyklowych silników powoli dobijał się do świadomości skacowanych zbirów. Karpow otworzył powoli ciężkie powieki. Huk wytwarzany przez maszyny rozsadzał mu głowę, Co za Zje**** Sadysta Nap***ala z samego rana. Ociężałe procesy myślowe ruszyły, By po chwili oporu zaskoczyć i zacząć prawie sprawnie pracować. Przecież żadna Swołocz nie ma motoru w drużynie. Wniosek. TO NIE NASI.
- ALARM !!! Wania, Sasza zbiera chłopaków, ktoś tu K***A jedzie. Broń brac. Szybko rozdawane kopniaki i bluzgi wypełniły cały obóz.
- Bleee - Misza jak co rano reagował opornie na próby budzenia. - Co jest K***a BURP
- Jak cię zabiją to będziesz rzygał do woli teraz wstawaj i na stanowisko. Dowódca bandy rozglądał się nerwowo w około próbując coś dostrzec w półmroku poranka. Trzeba było nie opuszczać miasteczka. Dup się nam zachciało cholera..
- Kto wy?? Bo będziemy strzelać. Antyczny karabin wzniesiony w groźnym geście został wymierzony w Misze próbującego Zając stanowisko z M60. Niestety nie bardzo wiedział w którą stronę mierzyć i miotał się bezradnie.

Tymczasem ludzie Wyata sprawnie okrążyli obozowisko i z trudem powstrzymywali śmiech patrząc na MASAKRASTYCZNIE_PL nawalonych przeciwników, Również sam Wyatt był pod wrażeniem, W obozowisku pałętało się kilkadziesiąt butelek i przewrócona beczka zapewne po piwie. Normalni ludzie po spożyciu takiej ilości trunku powinni zamieni się w Ghule a ci prawie nadawali się do walki.
No tak. Wyatt przypomniał sobie legendę o krypcie 07,5 w której zamknięto wszystkich cudzoziemców jacy przysłużyli się rządowi USA przed wojną. Była wśród n ich pokaźna grupa szpiegów ze wschodu. i to najprawdopodobniej na ich potomków się natknął.
- Negocjujemy czy strzelamy szefie?? A może sie jednak przyłączymy chyba zostawili sobie coś na kaca nie? W głosie Raidersa pobrzmiewał z trudem tłumiony śmiech..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Śro 20:46, 12 Lip 2006    Temat postu:

Ruscy. Jedyna ludzie, którzy byli w stanie przebić Wyatta w piciu. To źle wróżyło. Jeśli ktoś osiąga sukces w jednej dziedzinie często gotów jest nie poprzestać na małym kroczku. Wraz z zaspokajaniem potrzeb apetyt rośnie coraz bardziej. Ci ludzie byli zbyt niebezpieczni by ich przyłączyć do grupy. Trzeba ich było zlikwidować zanim otrząsną się z zamieszania:

- Nie negocjujemy z pieprzonymi Ruskami. Prać ich wszystkich.
- Jeden strzał jeden trup. Słyszeliście szefa.


W tym momencie któryś z Raiderów włączył starą kasetę magnetofonową i ze zniszczonych głośników runęła ściana gitarowego dźwięku. Kowalsky podrzucił swojego szotguna i ruszył do przodu w pierwszej linii. Muzyka kapeli OVERKILL tylko dodawała mu sił:

- Jupikaej madafaki. Znowu czuję się młody.

Pierwszy strzał rozerwał skacowaną głowę na strzępy. Nie zatrzymując się ani na sekundę, Wyatt przeładował i wystrzelił w kolejnego pijaka odstrzeliwując mu cały prawy bark. „Kurcze starzeje się, miało mu klatę rozwalić” – nie marwiąc się jednak tym za bardzo. W końcu jego ludzie szli tuż za nim załatwiając co bardziej niebezpieczne cele. Dzięki temu Kowalksy popisowo rzucił się do przodu, upadając na lewy bark wykonał przewrót w przód i z kucającej pozycji oddał następny strzał w biegnącego wroga. To jest życie dopiero. Nic tak nie pomaga pozbyć się stresu jak rozwalenie paru jełopów o poranku. Zaraz po tym strzale przeturlał się w bok za jakiś kontener. Jakiś przypadkowy strzał mógł go jednak trafić. Z takim przeciwnikiem to nigdy nic nie wiadomo przecież.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:56, 13 Lip 2006    Temat postu:

Nawaleni bandyci stawili zadziwiająco silny opór. Pociski z broni maszynowej przeszyły powietrze grzęznąc w piachu nieopodal Wyata i klatce piersiowej jednego z jego ludzi. To legendarny tokariew Obsługiwany przez dwóch napaleńców wkroczył do akcji. Szybkostrzelna broń na chwilę zaskoczyła raidersów. A wypluwana z niej lawina ołowiu nie jednemu napędziła stracha. jednak magazynek szybko się skończyła a kolejnego obsłudze nie było dane załadować. W efektownych rozbryzgach krwi i piachu zakończyli swój żywot.


-Ubij! - Karpow jak przez mgłę widział swoich ludzi.- Pewnie oberwałem, pomyślał spojrzał w dół i zobaczył liczne czerwone plamy na kurtce - Job twoju ma`t. taka fajna kurtka. Karpow upadł twarzą w piach i skonał.

Śmierć przywódcy o dziwo nie załamała morale broniących się Zbirów. Wręcz przeciwni ich opór stał się znacznie twardszy, przeoczeni przez zwiadowców leżący w krzakach pijacy prowadzili niecelny acz gęsty ogień. Raidersi byli pod wrażeniem, ci goście wypili z cysternę samogonu a walczyli jakt elitarne kommando. Niewiarygodne jak odporny jest narąbany człowiek. Wkrótce ridersi zyskali przewagę, większość Rosjan leżała martwa na suchym pisaku pustkowi. Broniło się jeszcze 4 zza jakichś beczek. jeden celnie rzucony granat i w powietrze wylecieli zarówno 4 goście jak i kilkaset litrów spirytusu. W spektakularnej kuli ognia znikneło na moment niemal całe pole bitwy, Wybuch na pewno był widoczny z kilku kilometrów. W dodatku płonący alkohol o-padł i rozlewał się teraz ognistymi jęzorami oświetlając upiornym blaskiem pobojowisko.
Wyatt stracił tylko 3 ludzi, dwóch kolejnych było rannych, Bandyci zostali zmasakrowani i wybici do nogi, Co ciekawe żaden z nich nie myślał nawet o poddaniu się.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Pon 9:44, 24 Lip 2006    Temat postu:

Adrenalina ciągle krążyła w żyłach raidersa pomimo braku przeciwników. Wyatt wiedział, że jej nadmiar źle wpływa na szereg czynników więc szybko postanowił rozładować się. Rzut oka na pole bitwy i zauważył żyjącego jeszcze przeciwnika. Koleś pomimo licznych ran ciągle dawał znaki życia. Czy to siła woli czy spiryt nie miało to znaczenia:

- Zabiłeś mi trzech ludzi ty popaprańcu – przeładowanie szoguna. – Karą za to jest to.

Wystrzał. W tym momencie Kowalsky przypomniał sobie czemu nie strzela się z szoguna z odległości piętnastu centymetrów. Nie dość, że ciuchy Ruska do niczego już się nie nadawały, to te pozostałe rzeczy pod ciuchami też zostały zużyte:

- Patrzcie co za palant. Nie żyje, a jeszcze mi pochlapał kurtkę swoją krwią. Co za czubek.
-…. ee szefie, to był ostatni żywy
- Chcesz powiedzieć, ze ja zabiłem ostatniego bez przesłuchania.


Podwładny nic nie odpowiedział tylko pokiwał głową. Frustracja znowu wzrosła u raidersa, chcąc ją rozładować kopnął 3 razy z czuba swojego ciężkiego buta w zmasakrowane zwłoki.

- Dobra już się uspokoiłem. Zabrać wszystko co można spieniężyć. Broń, amunicję, całe ciuchy. Zobaczcie czy oni w którymś z namiotów nie mają jakieś środka transportu. Jesteśmy dość daleko od miasta, a jakoś musieli przewozić to wszystko. Zaraz potem zawijamy się i jedziemy dalej.

Sam lider zdjął swoją kurtkę i zaczął ścierać z niej krew. Miał czelność palant jeden, tak mu popsuć dobrze zapowiadający się dzień.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:56, 17 Wrz 2006    Temat postu:

W obozie krzątali się ludzie Wyatta. Zwłoki zostały ograbione z wartościowych przedmiotów i wrzucone w krzaki. Natomiast raidersi przeszukiwali obozowisko. Jednak oprócz odkrywanych w całym obozie olbrzymich wręcz ilości samogonu nie zauważyli zadnych śladów pojazdów czy innych środków transportu. Wyglądało na to ze rozbici bandyci wędrowali na piechotę.

Wyatt przyjął sprawozdanie z nocnej rozróby.
-Straciliśmy trzech ludzi kolejnych pięciu jest lekko rannych. Zdobyliśmy za to niczego sobie M60 i kilkanaście PMów oraz karabinów. Amunicja też jest. Szkoda tylko że wybuchło paliwo czy też spiryt. A właśnie wódy mamy kilkadziesiąt litrów. na razie chłopaki jeszcze są trzeźwi ale nie wiadomo jak długo. No i dobrze byłoby się zebrać, niedługo świt a wybuch było widać z daleka.
Wyatowi zostało 22 ludzi zdolnych do walki w dodatku ciężarówki były wyładowane zdobycznym sprzętem i Raidersami. Do Shreveport pozostało mu jedynie kilkadziesiąt kilometrów, mając szczęście kolumna dotarłaby do przedmieść w ciągu jednego dnia. Kupcy z miasta na pewno będą zainteresowani dzikusami którzy teraz tłoczyli się w jednej z ciężarówek.
Dawno Raidersi nie mieli tak dużego łupu w tak krótkim czasie. Te tereny wydawały się być obfite w e wszelkie dobra.
-Szefie zbierajmy się stąd, nie ma sensu czekać aż zacznie prażyć słońce. - Luke stał obok Wyatta i spoglądał w kierunku szarzejącego horyzontu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Wto 12:19, 19 Wrz 2006    Temat postu:

Wyatt przez chwilę stał w miejscu zapatrzony w dal. Radioaktywny wiatr rozwiewał jego półdługie tłuste włosy. Przez chwilę rozważał bardzo ważny problem. Jego ulubiona kurtka była w tragicznym stanie. Mogła być zdarta, dziurawa, ale aktualnie śmierdziała Ruskimi. Nadawało to jej wprawdzie paskudnego wyglądu i mogło przyczynić się do lepszej pozycji podczas negocjacji ceny, ale przywódca bandy obiecał sobie, że zaraz po uzyskaniu odpowiedniej ceny wyczyści ciuchy.

- Przykryjcie przed odjazdem ciała naszych jakimś płótnem. Jeśli nie znajdziecie jakiś kamieni by usypać mogiłę spalcie. Tamtych patałachów zostawcie jak leżą. Nie zasługują na nic innego niż bycie pokarmem dla padlinożerców.

Niestety usypanie mogiły okazało się niemożliwe. Wyatt odkorkował jedną z butelek i obficie polał zwłoki trzech towarzyszy broni. Zdobyli co prawda sporo żelastwa, ale jego siły podczas tej wyprawy miały wzrastać a nie maleć. Rzucając zapałką po zapaleniu papierosa na mokry pakunek myślał o nadchodzącej przyszłości. Aktualnie mógł wyposażyć mała solidną armię. Jedynym problemem było odszukaniu ludzi, których nie trzeba by uczyć strzelać od samego początku.

Wysokie płomienie alkoholu przez chwilę oblewały żarem twarz raidersa. Gdy skończył palić odrzucił niedopałek i wsiadł na motocykl. Nie chciało mu się z nikim gadać, przez najbliższe parę godzin wolał jechać na samym przedzie kolumny. Pozwalając by wiatr rozwiewał nie tylko włosy, ale i kurtkę. W momencie kiedy biegał jakiś czas temu pomiędzy tymi trupami krzycząc poczuł się wolny. Chciał to uczucie zachować jak najdłużej. Jeśli nie wystąpiłyby żadne trudności konwój miał zatrzymać się dopiero po dotarciu w okolice cywilizacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:10, 24 Wrz 2006    Temat postu:

Shavenport. Dziura jakich wiele w obecnych czasach. Tym miastem rządzi kilka rodzin mafijnych oraz mniejszych gangów, które podzieliły się między sobą miastem. Oprócz bandytów wszelkiego rodzaju w mieście rezydują łowcy niewolników oraz liczni kupcy. Zbudowane w ruinach dawnego miasta, . Zarówno mieszkańcy, jak i przejezdni potwierdzają, że łatwo tu zginąć, jeżeli nie ma się grubego portfela lub znajomości, albo nie jest się potencjalnym klientem. Miasto pełne jest przemocy, hazardu, pijaków, gangów, narkotyków i innego ścierwa. Oczywiście często zdarzały się próby napadów na sklepy o czym świadczy duża ilość wisielców przy wejściu na terytorium handlarzy. Wbrew pozorom ludzie sprzedający broń potrafią się nią posługiwać. Do tego właśnie miasta dotarł konwój raidersów. Kawalkada zatrzymała się na rogatkach miasta.

- Szefie możemy pojechać do dzielnicy kupców, albo skręcić do Slaversów i opchnąć dzikusów. Z tym ze będziemy potem musieli uważać bo zasrańcy na pewno spróbują nas orżnąć. Możemy też ruszyć bezpośrednio do dzielnicy spelun. Zwerbować jakichś ludzi. Większość to ćpuny i śmieci, ale trafiają się prawdziwi twardziele.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Wto 16:31, 06 Mar 2007    Temat postu:

- Jedziemy się zrelaksować. Uderzamy od razu do dzielnicy rozrywkowej. Jak pojawimy się z towarem zwrócimy na siebie uwagę. Na razie staramy się nie rozpoczynać żadnych bójek, nie chce ładować śrutu w potencjalnych rekrutów. Dodatkowo nie możemy pozwolić sobie na większe straty.

Cała karawana ruszyła bardzo powoli ulicami miasta. Niektórzy nawet wyskoczyli z pojazdów idąc obok nich. Na przodzie całej kolumny jak przystało na lidera na swoim motorze jechał Wyatt. Nerwowe spojrzenia mieszkańców tylko ich odprowadzały, nikt przy zdrowych myślach nie mógł nawet marzyć o wyjęciu pistoletu. Pomimo dużej dozy swobody, każdy z raidersów lustrował okolicę wyszukując potencjalnych sojuszników.

Wybierając nowe osoby Wyatt musiał być bardzo ostrożny. Nie było szans by na początku zgłosił się ktoś wartościowy. Jak zwykle na pierwszy rzut oka pójdą jakieś patałachy z okolicy. Gdyby przywódca był innym człowiekiem może nawet by im współczuł. Teraz zamierzał tylko poszukać kogoś dla przykładu by wydobyć choć te kilka pereł z tego gównianego miasta.

Widząc małych dzieciaków oglądających kolumnę i następnie znikającą w zaułkach Kowalsky uśmiechnął się w duchu. Oczy dzieci były wszędzie, biedne małe istoty dopiero zaczynające pracę dla gangów. Teraz goniec, jutro pistolet. Byli także pewnością, że wiadomości szybko dotrą tam gdzie powinny.

W końcu trafili w miejsce, od którego można było zacząć. Nikczemna speluna o tak brudnym szyldzie, że nie dało się go odczytać zachęcała do wejścia wiecznie otwartymi drzwiami. Chyba, że na noc zakładano je zawiasy i doprawiano brakujące deski. Za swoim wodzem szło tylko czterech z członków. I tak więcej nie było potrzebnych, a pokaz siły został już uczyniony. "Nastał czas możliwości" - myślał przechodząc przez próg.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:02, 06 Mar 2007    Temat postu:

Konwój zaparkował na małym placyku przed norą która w czasach świetności była zapewne wytwornym barem czy restauracją. Jednak czasy świetności przeminęły razem z falą uderzeniową i obecnie miejsce wyglądało jak śmierdząca dziura. Kiedy zmęczeni podróżą raidersi rozprostowywali kości, ich przywódca pewnym krokiem wszedł do lokalu.

Bywalcy knajpy byli przyzwyczajeni do widoku uzbrojonych zbirów, jednak długowłosy mężczyzna budził w nich pewien niepokój. Można go porównać do uczucia towarzyszącego spoglądaniu na jadowitego węża. Niby jest oddalony o dwa metry ale nagle okazuje się, że to tylko dwa metry.
Miarowy stukot ciężkich buciorów był słyszany jeszcze przez krótką chwilę. Barman będący prawdziwym twardzielem nawet nie drgnął widząc zbliżających sie gości, Wpłynęło to kojąco na bywalców którzy powrócili do codziennych zajęć, picia, brania prochów i hazardu.

Jedynie w kącie sali jakiś wyrostek wstał i zniknął na zapleczu, również dwie dziwki wątpliwej urody zareagowały rutynowo podciągając obwisłe piersi i szczerząc w kierunku przybyszy sczerniałe zęby i zachwalając swe wątpliwe wdzięki.

Jednak Wyatt zignorował stare dziwki i podszedł do baru ścigany ich pełnymi złości spojrzeniami.
- Piwo. - suchy stanowczy rozkaz uprzedził pytanie barmana. Wyatt Kowalsky usiadł przy barze osłaniany przez zwróconych do lady plecami towarzyszy. Na blacie wylądował równie z głuchym stukiem Pancor Jackhammer przywódcy Raidersów.
Barman rzucił okiem na lezącą na ladzie broń przybysza i odwrócił się do małej lodówki i wyciągnąć z niej najprawdziwsze post nuklearne piwo wlewając je do czystego kufla.
- Raz, prawdziwe piwo, delektuj się bo długo go nie posmakujesz jak będziesz doginał z uszkodzoną giwerą. - Głos Barmana był równie dźwięczny jak skrzypienie starych drzwi. Lata treningu i setki wypitych litrów alkoholu zrobiły swoje. - Znam kogoś kto mógłby ci pomóc, Pozbyć się balastu albo naprawić tego złoma.
Barman ściągnął z karku brudną szmatę i zaczął nią przecierać bar, splunąwszy na niego uprzednio.
- Piwo będzie kosztowało 100 blach z informacją 1000.

Najwidoczniej stojący za barem człowiek, nie zajmował się jedynie przygotowywaniem drinków i podawaniem gorzały. Wyatt instynktownie wyczuł ze przypadkiem trafił w coś większego, nie wiedział jednak tego jak celne było to trafienie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Wto 21:01, 06 Mar 2007    Temat postu:

- Zapłacę tyle, jeśli informacja będzie prawdziwa i warta tego. Jeśli dowiem sie czegoś więcej możesz liczyć spokojnie na duży bonus.

Na skinienie głowy przywódcy na stół wylądował mały woreczek zawierający dwukrotną wartość miejscowego piwa. Sam natomiast przechylił kufel i wlał w siebie pół zawartości szlachetnego trunku. Piana po chwili rozsunęła się niczym mityczne morze pozwalając złocistemu napojowi przepłynąć do jego miejsca przeznaczenia. Kolejne łyki oblewały wysuszone, zbyt długim przebywaniem na pustyni, gardło raidersa aksamitnym szalem.

Kiedy wszystkie te informacje trafiły w końcu do mózgu Wyatt i zostały odpowiednio przeanalizowane przez ten narząd odstawił ciągle wpół pełny kufel na ladę. Żal było taki nektar wypijać na jeden raz. Zwłaszcza, że kosztował znacznie więcej niż był wart, ale jednocześnie ciężko było odstawić raz zacząwszy pić:

- Szukam nie tylko speców od naprawy zabawek, ale również od posługiwania się nimi.

Nie było sensu gratulowania barmanowi obeznania się z bronią. Większość jego ludzi jak i pozostałych osób pustyni nie była w stanie zauważyć usterki. Barman musiał być naprawdę dobry, a przy tym wart sporej ilości blach. Oczywiście obaj wiedzieli, że 1000 blach jest kwotą nierealną przy takiej transakcji, ale każdy chciał wyjść jak najlepiej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:34, 07 Mar 2007    Temat postu:

Barman zważył w dłoni sakiewkę i wyszczerzył zębiska w uśmiechu. Jego kwadratowa szczęka była zupełnie nieprzystosowana do tego grymasu. Jednak w owych czasach niewiele było powodów do śmiechu.
- Podoba mi się ten styl robienia interesów. Może nawet uda nam się jakiegoś dobić. - Twarz znowu przybrała zwyczajny wyraz a zimne wyrachowane oczy popatrzyły na wojownika z pustyni przenikliwym spojrzeniem.
- W tym mieście można załatwić wszystko. Wystarczy tylko wiedzieć kogo pytać. JA wiem kogo pytać i o co. Dlatego wyceniam swe usługi na 1000 blach.
Barman rozejrzał się po knajpie. Wszystko w niej wyglądało jak dawniej, smród brud i ubóstwo, Jednak to właśnie tutaj znał każdy kąt. I tu czuł się bezpieczny. Upewniwszy się że jego ochroniarze czuwają powrócił do negocjacji z Tajemniczym przybyszem.
- Wóda, dziwki, broń, Niewolnicy. Mogę załatwić co zechcesz - głos mężczyzny zniżył się o oktawę.
- A wszystko za marny 1000 blach. Więc jak dobijemy interesu?
Oczy mężczyzny wpatrywały się w skrytą za kudłami twarz Wyatta. W Knajpie mimo pozornego gwaru czuć było napięcie. Raidersi namierzyli juz ochronę barmana i nie sposób było nie przyznać, że tubylcy wiedzą co robią. W przypadku strzelaniny straty byłyby duże zwłaszcza ze nikt nie wiedział jakie posiłki może ściągnąć barman i kim on do cholery jest.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Śro 22:09, 07 Mar 2007    Temat postu:

Barman czuł się zdecydowanie zbyt bezpiecznie. Owszem otwarta walka nie przyniosłaby żadnemu z nich korzyści, ale przymilanie się było jeszcze gorsze. Czas było pokazać z kim ma do czynienia i ustawić się na lepszej pozycji negocjatora. Opróżniona niegdyś czysta szklanka zamiast zostać odstawiona została rzucona prosto w ladę. Odłamki szkła pchane siłą wywołaną przez zderzenie poleciały prosto w barmana. Większość niegroźne podbijała się od ubrania, ale część trafiła w niechronione niczym ręce. Dwa kawałki zaznaczyły tylko lot płytkim zadrapaniem, ale cztery kolejne wbiły się pod skórę. Rana nie tylko niebezpieczna, co na pewno bolesna i uciążliwa:

- Może ci się wydawać, że możesz dyktować jakiekolwiek warunki, ale bądź pewien, że mnie nie oszukasz. Nie z takimi jak ty prowadziłem już interesy.

W chwili gdy to mówił cała obstawa powyrywała broń z kabur i skierowała w stronę największego wypatrzonego zawczasu niebezpieczeństwa:

- Wiem, że tu masz przewagę. Widać wszystkich twoich ludzi jak na dłoni, ale -[i] mówił pochylając się nad ladą - [i]wiedz, że moi to nie dzieciaki z miasta. Tylko doświadczeni przez lata polowań na pustyni. I nie mam na myśli zwierząt. Hummerów nie rozdają za darmo, trzeba je zbudować albo wyrwać z martwych rąk wroga. Pomyśl trochę kto ich używa to będziesz miał niejaki wizerunek kto przed stoi.

Zielona flegma wypluta z ust trafiła wprost na wyczyszczaną ladę:

- Nie szukam dragów, alkoholu, ani broni. Szukam prawdziwych mężczyzn, którzy mają dość gnuśnienia w tym wszawym mieście. Szukam osób, która chcą coś w swym wszawym życiu osiągnąć. Myślicie, że życie z okradania kobiet jest czegoś warte? Co im pokradniecie. Ja szukam osób, które chcą czegoś dokonać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:30, 07 Mar 2007    Temat postu:

Gdy tylko Wyatt Rozbił kufel o ladę jego ludzie wymierzyli broń w ochronę barmana, Bywalcy baru widać przywykli do takich sytuacji bo każdy kto nie miał interesu w umieraniu przylegał płasko do ziemi nie próbując nawet mieszać się do walki. Ci co nie padli błyskawicznie wyciągnęli broń mierząc w piątkę przybyszów z narzędzi zagłady wszelkiej maści.
W barze natychmiast zapadła cisza. Cisza, którą przerwał monolog Wyatta.
Swoją sztuczką z kuflem Raider osiągnął swój cel, całkowitą i niepodzielną uwagę Barmana o kwadratowej twarzy. Wyatt wyraźnie widział drgające pod skórą mężczyzny mięśnie twarzy. Mimo to nie przerwała swej tyrady której treść zaczęła powoli docierać do świadomości wściekłego barmana.

- A zatem wysyczał przez zaciśnięte zęby, przybyłeś tu by zwerbować ludzi, ludzi którzy wiedzą jak zabijać tak. Bo widzisz chyba dobrze trafiłeś,
Słowa zostały potwierdzone krótkim prawym prostym. jednak Wyatt który spodziewał się takiego obrotu sprawy, błyskawicznie sie uchylił. Był szybki jednak nie dość szybki. Łapa barmana zawadziła o brodę z wystarczającą siłą żeby głowa Kowalskyego odskoczyła do tyłu nieco oszołomiony wyprowadził potężną kontrę chybiając barmana o milimetry.
Co ciekawe podczas błyskawicznej wymiany ciosów pomiędzy przywódcami żaden z mierzących do siebie zbirów nie zareagował. Nie było rozkazu nie będzie rzezi.

-Dość. $#%^$%^ DOŚĆ MÓWIĘ !!!- Aksamitnie władczy wysoki głos przeszył powietrze w knajpie powstrzymując obu mężczyzn przed wymordowaniem się. Siedząca przy jednym ze stolików w głębi lokalu kobieta podniosła się podchodząc spokojnym krokiem do zgromadzonych przy barze mężczyzn.



Szła świadoma tego ze spojrzenia przybyszów przykleiły się do jej ciała, szła powoli ponętnie kołysząc biodrami, Wyatt natychmiast spostrzegł coś co spowodowało szacunek dla tej kobiety. W kaburze na udzie znajdował się legendarny pistolet Gaussa. Jedna z broni których posiadanie w tym świecie było symbolem siły i majątku. Kobieta podeszła do baru stając naprzeciw rozgrzanego krótką potyczką Raidersa.
-Spokój, Stark, Witaj nieznajomy, przeżyłeś do tej pory, warto więc dać ci szansę. - Zapach kobiety docierał do nozdrzy Wyatta, Było w niej coś dzikiego coś zwierzęcego, równocześnie zaś podświadomie wyczuwał jej majestat i potęgę. Kimkolwiek była posiadał olbrzymią władze w tym miejscu.
- Jestem Charisma, zajmuję się interesami w tym mieście i lubię ten lokal, Sprawiłbyś mi przykrość umierając w kałuży krwi na podłodze. Wyatt zauważył ze blond włosy kobiety były czyste,
- Zaproszę cie do mojego stolika, porozmawiamy o interesach, być może będziemy w stanie sobie pomóc. Jeśli nie - Charisma lekko potrząsnęła głowa, doprowadzając towarzyszących Wyattowi Raidersów do granic wytrzymałości.
- Zawsze zdążycie się pozabijać ze Starkiem. Tak na marginesie Stark Służył w Enklavie, - Drobna dłoń pieszczotliwym niemal ulotnym ruchem usunęła kawałek szkła z łapska barmana.
Zatem zabijamy się czy rozmawiamy, drobna dłoń spoczęła na krągłości boidra tuż nad kolbą pistoletu, Wyatt zauważył ze oprócz niego nie maiła zadnej innej broni. Nie nosiła również pancerza, najwidoczniej nie był jej potrzebny.

Tym razem decyzja należała do przybysza. Nie wiedział kim była ta kobieta, ani jaka siła stała za nią, sam fakt że była kobietą w tym otoczeniu wskazywał na pewien fakt. Albo była śmiertelnie groźna, albo stał za nią ktoś kogo zemsta byłaby straszniejsza niż śmierć od napromieniowania. Mogła być potężnym sprzymierzeńcem lub równie potężnym wrogiem,


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Śro 23:50, 07 Mar 2007    Temat postu:

Najpierw Wyatt poprawił okulary, które nieznacznie przesunęły się po ciosie Starka. Dopiero później ściągnął kurtkę i posłał półuśmiech w kierunku kobiety:

- Sprawić przykrość komuś takiemu jak pani byłoby niewybaczalne. Jestem Wyatt - mówił nie wyciągając dłoni. Gdyby chciała sama by ją podała, teraz rozmawiając z kimś znaczniejszym przywódca wolał nie ryzykować. - Tak, jak ja nie miałem zaszczytu słyszeń o Tobie wcześniej, tak pewnie i moje nazwisko nic Ci nie mówi, niestety nasza sława nie wyprzedza nas za bardzo. To moi chłopcy, ale wątpię by ich imiona były w tej chwili ważne.

Lewa ręka mimowolnie powędrowała do kącika ust by zetrzeć sączącą się krew:

- Chłopcy możecie się czegoś napić, pozwolicie, że ja udam się na ubocze z naszą gospodynią.

Kobieta była niewątpliwie piękna, ale Wyatt tym bardziej miał się na baczności. Cały czas wyszukiwał ewentualnego niebezpieczeństwa. Takie istoty wiedziały jak wykorzystać swoje wdzięki, by zapędzić samów w mordercze pułapki. W myślach zobaczył swoją bliznę pod żebrami sprzed lat. To, że rana nie spowodowała jego śmierci było istnym cudem. Ale tak samo jak każda inna nauczyła, że największe zagrożenie czai się tam gdzie nikt się go nie spodziewa.

- Pani przodem - powiedział. Po czym ruszył obserwując bacznie ruchliwe bioderka. Tak, ona może mieć kogo tylko chce i wszyscy o tym wiedzą. "Nie myśl jednak o tym. Najpierw praca, później przyjemności"

- Doskonale pani słyszała dlaczego tu przybyłem. Ostatnia potyczka z Enklavą trochę dała mi się we znaki. Wątpię by chciała pani swoich ludzi oddawać, ale są tu pewnie inne znane pani osoby godne polecenia. Czy może się mylę i chodzi o coś innego?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:43, 10 Mar 2007    Temat postu:

Charisma doskonale zdawała sobie sprawę w jakim miejscu skupiony jest teraz wzrok Wyatta i jego ludzi, starczył drobny gest by z piątki awanturników została krwawa miazga. Tym razem jednak nie wykonała żadnego groźnego ruchu. Mało który mieszkaniec pustkowi był w stanie ustać na nogach po ataku Sierżanta Starka. Osobliwy przybysz fascynował ją i zastanawiał.
- Spocznij! - Głos Starka pożegnał odchodzącego od baru Wyatta, Ochrona znikała powoli ponownie wtapiając się w bywalców, którzy wstawali z ziemi i wracali do swoich spraw jak gdyby nigdy nic. Kątem oka Wyatt ujrzał dwóch ludzi z Bozarami znikających za drzwiami na zaplecze. Zapewne na piętrze znajdowało się również nieco ciężkiego sprzetu.

Kobieta zajęła miejsce przy stoliku i dłonią wskazała Raidersowi aby usiadł naprzeciw niej. Płynnym ruchem wezwała barmana który postawił przed Wyattem drugie piwo. Odczekała chwilę po czym zagaiła rozmowę.
- Wyatt Kowalsky czy to nie Ty czasem byłeś uwikłany w porwanie córki Oswalda. -Delikatny uśmiech rozjaśnił piękną twarz - Podobno nieźle się obłowiliście na pustyni... i stoczyliście małą bitwę.

Piękne ciemne oczy badawczo przypatrywały się milczącemu Wyattowi. Charisma najwidoczniej nie oczekiwała odpowiedzi bo kontynuowała swoją wypowiedź.

- To miasto podzielone jest na trzy strefy wpływów. A ty znalazłeś sie w centrum jednej z nich. Mojej. W dodatku chcesz werbować ludzi. Jak zapewne zauważyłeś poza Starkiem i ochroniarzami nie ma tu zbyt wielu zdolnych do walki.

Faktycznie, bywalcy kantyny przypominali raczej bandę ćpunów i drobnych cwaniaczków niż twardzieli zdolnych do walki na pustkowiach. Większość mężczyzn byłą raczej przeciętnymi przedstawicielami gatunku, co ciekawe nie było widać żadnych mutantów i nieludzi, Jadąc przez miasto Wyatt widział ich całkiem sporo. Zapewne gdzieś w okolicy musiał znajdować sie inny lokal. Lokal do którego przychodzili twardziele w celach obicia komuś ryja lub przelecenia panienki. I tam właśnie powinien się udać.

Charisma niewątpliwie posiadła zdolność czytania w myślach, albo po prostu przerabiała to już setki razy.

- Broń możesz kupić znam uczciwego handlarza który pracuje dla mnie. Za blachy dostaniesz u niego wszystko od maczety po haubicę cal 155 mm. Znajduje się w dzielnicy kupców pytaj o Greedo. gdy go potkasz powiedz mu. "mam złe przeczucia co do tego" Będzie wiedział zę ja Cię przysłałam.
Jednak ludzie nie pójdą za tobą dopóki nie zyskasz odpowiedniej reputacji. Chyba ze chcesz sie zadowolić tym mięsem
- Kobieta pogardliwie wskazała na otaczający ich motłoch.
- oczywiście mogłabym Ci pomóc podnieść nieco reputację, ale wiązałoby się to z ryzykiem.

Po raz drugi oczy kobiety zmierzyły się w cichym pojedynku ze spojrzeniem Wyatta. Jednak tym razem nie odpuściła przewiercając się przez źrenice i zaglądając do wnętrza czaszki Raidersa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Nie 20:56, 11 Mar 2007    Temat postu:

Wyatt chwycił kolejną szklankę piwa. Tym razem zamierzał pić znacznie wolniej. Za dużo piwa na raz mogło negatywnie wpłynąć na jego stan umysłowy.

Sącząc złocisty płyn jego umysł zaczynał pracować na podwyższonych obrotach. Trzy dzielnice, trzy gangi, trzy strefy wpływów. Teraz był jest wist, choć przy przeciętnym rozdaniu wszystko zależało od rozgrywki. Odpowiedni blef mógł zapewnić sukces. Impas wykonany w złą stronę na pewno przyczyni się do położenia całej tej gry.

- Widzę, że wieści przemieszczają się przez pustynie zdecydowanie szybciej niż moje pojazdy. Odgadłaś moje nazwisko? Czy ktoś Ci je powiedział. Albo nie mów, nie wypada przy pierwszym spotkaniu zdradzać wszystkich sekretów. Co do córki starego Pita, to było to trochę inaczej niż sobie wyobrażasz, ale nie rozmawiajmy o przeszłości tylko spójrzmy w przyszłość.

Przywódca gangu rozciągnął się wygodniej na krześle. Spojrzenie jego rozmówczyni było istotnie wręcz zabójcze. Mało która istota potrafiła tak wymownie spojrzeć przez ciemne okulary przeciwsłoneczne. Natomiast jej oczy zdawały się ignorować tę osłonę i przewiercać ją do samej czaszki. „Blef w jej przypadku będzie zbyt trudny” – myślał Kowalsky – „Na szczęście w kartach zawsze ma się jednego partnera, może kto inny lepiej będzie się nadawał na przeciwka”. Mimowolny uśmiech wypłynął ponownie na jego usta. Gdyby tego nie zrobił byłby zbyt podejrzany, teraz zachowywał się najnormalniej jak tylko mógł:

- Oczywiście jestem zainteresowany ofertą. Ale musisz wiedzieć, że nie przywykłem do bycia chłopcem na posyłki. Nie mam na to zdecydowanie czasu ani ochoty. Powiedz o co chodzi i daj trochę czasu na przemyślenie decyzji. Muszę opchnąć to co mam na ciężarówkach, a chyba tutaj mi się to nie uda. Potem skoczę pod podany adres i wieczorem będziesz wiedzieć jak będzie przebiegała nasza współpraca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna -> Misje Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
BBTech Template by © 2003-04 MDesign
Regulamin