Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna
FAQ Szukaj Użytkownicy Grupy Profil Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna  Zaloguj  Rejestracja
Horda

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna -> Schron
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:00, 06 Sie 2006    Temat postu: Horda

Gracze: Wyatt Kowalsky, Joey Harris, Thomas King, Stan Haffnack
MG Chudeusz.

Małe miasteczko zamieszkane przez kilkudziesięciu mieszkańców. Ciche i spokojne lezące w pobliżu górskiej przełęczy. Manor City było miastem górników i spokojnych farmerów uprawiających wydarte skażeniu płachetki ziemi. jedynym zagrożeniem były schodzące z gór dzikie zwierzęta. Atakujące od czasu do czasu farmerów i bydło. Przed atakami chronił miasto wysoki na 3 metry metalowy płot, oraz 5 uzbrojonych strażników odpędzających dzikie zwierzęta. W samym Manor City znajdowało się kilkanaście betonowych domków będących pozostałościami z czasów przedwojennych. Dookoła nich wybudowane były liczne metalowe budy w których mieszkali górnicy. Najczęściej budynki te były połączone z ogrodzeniem. W Mieście znajdował się salon i bar pełniący zarazem funkcję hotelu oraz kilka sklepów. Większość transakcji odbywała się w budynku należącym do Himesa właściciela karawany wożącej urobek do Nowego Orleanu.

W tym malowniczym miasteczku gościł niezwykle tajemniczy osobnik. Thomas King Wraz ze swą towarzyszką wynajmował jeden z pokoi w osławionym już salonie. Podążając za swoją kolejną ofiarą dotarł aż do podnóża gór. I tutaj urwał się trop. Wiec Thomas czekał na powracającą do miasta karawanę która mogła dostarczyć jakieś informacje o celu.
Jednak karawana się opóźniała.

Zamiast karawany do miasta wjechała półciężarówka. z jej środka wysiadło dwóch podejrzanie wyglądających typów. Jeden z nich ubrany był w czarną skórę i miał przewieszony przez plecy całkiem groźnie wyglądający Combat Shotgun. Wyatt zamienił z towarzyszem kilka słów po czym udał się w kierunku Salonu, Lepiej osuszy jakąś butelkę w czasie kiedy Ben będzie uzupełniał paliwo. Może dowie się czegoś ciekawego. Z tym postanowieniem Wyatt wkroczył do Salonu.

Tymczasem w pobliskiej kopalni Stan Haffnack bluźnił na setki znanych ghulom sposobów. Motopompa odpowiedzialna za pompowanie powietrza do wnętrza szybu nie wykazywała jednak zainteresowania słowami Stana.
-Napraw to gówno Stan, Bo się nam chłopaki poduszą w szybie. Dzisiaj jeszcze powinniśmy wytrzyma ale jutro bez pompy nie damy rady. - Słowa brygadzisty nie pocieszyły Ghula.
Stan odprowadził wzrokiem odchodzącego człowieka po czym spojrzał ponownie na maszynę. To będzie długa noc...

Tymczasem Joey Harris wędrował po górskim stoku. Miasto w którym miał nadzieję uzupełnić zapasy znajdowało się niedaleko. Nagle jego uwagę przykuł ciemny dym unoszący się z kierunku zupełnie przeciwnego niż miasto. coś tam musiało się stać... Zaniepokojony zwrócił głowę w kierunku dymu.

[off]Rozejrzyjcie się po miasteczku i spróbujcie się nie pozabijać. W ciężarówce Wyatta jest 6 bandziorów z wyposażeniem. (już wiecie gdzie znikła karawana) Broń możecie sobie opisać dowolną oczywiście Gatling gaussa zrobi wrażenie i ktoś mógłby chcieć go od was pożyczyć. W tej misji nie ma taryfy ulgowej wbrew pozorom tu będzie łatwo zginać...[off]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Stan Haffnack




Dołączył: 26 Maj 2006
Posty: 26
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: El Dorado

PostWysłany: Nie 22:42, 06 Sie 2006    Temat postu:

Stan był już na skraju załamania nerwowego. Nie dość, że nie był w stanie naprawić zepsutej motopompy, to jeszcze pogorszył jej stan. Stan przestał w końcu grzebać w tym ustrojstwie, które doprowadzało go do rozpaczy i spojrzał na efekty swojej "pracy". Motopompa była w rozsypce. Dokoła walały się najróżniejsze części, na dodatek wydobywał się z niej dziwny warkot. Natężenie tego hałasu rosło systematycznie, tak, że Stanowi zaczynały puszczać nerwy. Najchętniej rozwaliłby to cholerstwo za pomocą dynamitu. W końcu postanowił ulżyć sobie na chwilę i pójść przepłukać gardło w pobliskim barze.

Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy po wyjściu na ulicę, to półciężarówka i stojący obok niej bandzior. Omijając ją szerokim łukiem wstąpił do baru i, nie zwracając na nikogo wokół większej uwagi, podszedł do lady i zamówił jedno piwo. Czekając, aż barman mu naleje, przyglądał się stojącemu obok facetowi w czarnej skórze i z przewieszonym przez plecy Combat Shotgunem. Powstrzymując się przed komentarzem, za który dostałby zapewne kulkę w łeb, wziął piwo od barmana, po czym wypił jednym łykiem pół butelki. Dopijając resztę, skierował się do wyjścia, by powrócić do beznadziejnych prób naprawienia motopompy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Nie 22:43, 06 Sie 2006    Temat postu:

Poprzednia wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Za kasę uzyskaną ze sprzedaży wszystkich dóbr kupił ze swoimi ludźmi tyle wódy, że przez trzy tygodnie nikt nie chodził trzeźwy. Ile do tego poszło na panienki i inne używki to nie sposób zliczyć. Niestety dewiza życiowa „Chwytaj dzień” czy też „Żyj chwilą” miała swoją wadę. Po niecałym miesiącu rozrywki znowu trzeba się było wsiąść do pracy. Na całe szczęście Wyatt miał niezwykle ciekawą robotę. Co chwilę nowe twarze. Dużo podróżowania, nowe twarze. Co prawda znajomości były raczej przelotne, ale na pewno zapadające w pamięć.

Jeżdżąc za chlebem i wódą Kowalsky zwiedził już spory kawał kontynentu. Takich miast jak to widział setki Jakiś burdel, źródełko, trochę ludzi tak biednych, że żal było choć jednej kulki śrutu na nich. Jednakże w takich miejscach można było czasem spotkać kogoś niezwykłego. Kogoś takiego, kto wie więcej o okolicach niż przybysz jest w stanie wywnioskować nawet przez parę dni. Wchodząc do środka miał nadzieję, że nie będzie musiał długo szukać informacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Thomas King
Najemnik



Dołączył: 27 Kwi 2006
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:15, 07 Sie 2006    Temat postu:

Thomas był cholernie poirytowany tym co się wyprawiało. Ścigał tego małego idiotę już długi czas, a ten zawsze jakoś mu się wywijał, zawsze znikał kiedy zdawało się że wystarczy pociągnąć za spust i odebrać forsę za zlecenie. Na dodatek ta karawana...spóźniała się już któryś dzień z rzędu, to nie było coś co podnosiło na duchu. King spędził tu już kilka dni i nic nowego się nie dowiedział, a potrzebował kasy...zresztą potrzebował jej cały czas, a im dłużej ścigał ofiarę tym dłużej nie dostawał wypłaty. No cóż taki życie płatnego zabójcy. Mężczyzna podniósł się powoli z krzesła, na którym siedział czyszcząc swoje Deasert Eagle, i podszedł do przybrudzonego okna. Na ulicę wtoczyła się półciężarówka. Niby nic bardzo nadzwyczajnego, ale zabójca miał złe przeczucia co do tego wszystkiego, szczególnie gdy ujrzał pasażerów owego pojazdu. Niby nie mieli wypisane na czołach "Jesteśmy bandziorami" ale coś w ich zachowaniu to sugerowało. Bandyci w tej okolicy sugerowali też dlaczego karawana mogła się spóźniać. Stojąc jeszcze przez chwilę przy brudnej szybie Thomas zdecydował się zejść na dół, do baru i wypić "coś mocniejszego". Złapał swoje Eagle i sprawnym ruchem schował je do dwóch kabur zwisających dość luźno na jego biodrach. Zakładając rękawice z wysuwanymi ostrzami obudził jednocześnie swoją towarzyszkę. Ta cholera wciąż spała i spała, King nie mógł sobie wyobrazić jak można tyle spać. Dziewczyna podniosła głowę i przetarła oczy.
-Czy Ty zawsze musisz to robić?-zapytała zaspanym głosem.
-Jak byś tyle nie spała to bym nie musiał. Sama jesteś sobie winna.[\i]-Sara juz otwierała usta, żeby się odgryźć, ale Thomas nie pozwolił na to[i]-Cicho! Nie ma czasu na kłótnie. Ubieraj się, zbieraj broń, idziemy do baru.-morderca wiedział, że za plecami pokazał mu „fuck you”, albo coś w tym stylu, ale nie miał teraz ochoty się kłócić. Po chwili zarzucił płaszcz i byli gotowi do wyjścia. King był wdzięczny dziewczynie, że nie założyła czegoś...prowokującego. Na szczęście ubrała się zwyczajnie, no i dokładnie schowała broń. Kiedy wychodzili King chwycił jeszcze nóż szturmowy. Zszedłszy do baru mężczyzna od razu podszedł do barmana.
-Czystą dwa razy, i piwo.-barman bez słowa zrealizował zamówienie, a Thomas bez słowa zrealizował pierwszą porcie alkoholu. Zapłaciwszy za wszytko udał się do stolika przy którym siedziała już Sara. podał jej piwo, a sam usiadł i począł wpatrywać się w szklankę pełną przezroczystego trunku...pozornie. W rzeczywistości bacznie obserwował każdego kto wchodził i wychodził z baru, a w szczególności miał oko na człowieka czerni, który przybył tą półciężarówką.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:53, 10 Sie 2006    Temat postu:

Joey Harris ruszył w kierunku słupa dymu. Zdawał sobie sprawę ze na pustkowi takie zdarzenie musi zwiastować coś niedobrego. Dym mógł jednak oznacza łupy. A tej okazji bandyta nie mógł przepuścić. Poprawiwszy broń dziarsko ruszył w kierunku zagrożenia. Niespełna pół godziny później, Harris znalazł się na zboczu góry z którego był w stanie obserwować pobliską dolinę. Gdy wyjrzał zza kamieni zamarł w bezruchu.
Dym pochodził z płonącego stosu śmieci wokół którego zgromadziła się grupa Supermutantów i Ghuli. Wyglądało to na dosyć dziwne gdyż zazwyczaj oba rodzaje mutantów za sobą nie przepadały. Jednak najbardziej Joeya zaszokował widok pieczonej nad ogniem istoty. To był człowiek. Harris powoli zaczerpnął tchu. Mutanty zabijały ale nie jadły ludzi. W dodatku nie zbierały się w grupy i nie zadawały z Ghulami. Działo się coś dziwnego a on już nie chciał wiedzieć co. Ostrożnie wycofał się za kamień i zsunął ze zbocza. poczym ile sił w nogach wyruszył w kierunku miasta.
Gdyby został nieco dłużej być może zauważył by kilkunastoosobowy patrol który zmierzał w kierunku kopalni należących do Manor City. Odział składał się głównie z Supermutantów oraz z kilku Ghuli idących najwyraźniej w charakterze zwiadowców.

Nieświadomy nadchodzącego zagrożenia Stan dotarł do motopompy. W kopalni pozostało tylko kilku strażników robotnicy musieli zaprzestać pracy z powodu awarii. Jednak nie wszyscy udali się do domu czterech górników siedziało przy ognisku rozpalonym przed szopą w której znajdowała się motopompa. Ghul przebrnął przez liczne skrzynki i paczki zagradzające drogę do motopompy i powrócił do naprawiania zużytego mechanizmu.
Z dworu dobiegały go ciche głosy górników.
- Znowu przegrałeś w kości pół wypłaty. Stara da ci popalić.
- bardzo śmieszne, to przez tego oszusta Grhama.
- Ja ci K@#$@ dam oszusta. Sam jesteś oszust w dodatku nieudolny.

Głośny śmiech zagłuszył pozostałe słowa. jakiś silny głos zawołał. - Lepiej się napijmy czegoś mocniejszego niedługo będzie wieczór, robi się chłodno..
Co do K@#$ to jest!..
- Głos przemienił się w krzyk któremu towarzyszył dziwny zwierzęcy ryk i odgłos strzałów.
Stan zbliżył się do drzwi i przez szparę zdołał zobaczy jak olbrzymia istota wymachująca jakimś kawałkiem metalu rozcina na pół jednego z górników. Przy ognisku pozostał jeszcze jeden trup. Natomiast zielony olbrzym skierował się w kierunku Szopy w której ukrywał się Ghul.

W Manor city wszystko toczyło się zwykłym porządkiem. Górnicy powrócili wcześniej z kopalni udali się w stronę baru aby przepić cześć zarobku. W salonie zrobiło się gwarno i tłoczno. Niewiele osób zwróciło uwagę na odzianego na czarno przybysza. A Wyatt Słuchał.
Dowiedział się kilku ciekawych rzeczy o wielkości wydobycia oraz o zaginionej karawanie na którą wszyscy czekali. Do Raidersa podszedł jego zastępca.
-Szefie ciężarówka zatankowana zasadniczo możemy ruszać w dalsza drogę. Jedziemy teraz czy poczekamy do jutra.
Zanim wyatt zdarzył odpowiedzieć na zewnątrz rozpętała się jakaś awantura. słychać było czyjeś krzyki i nawoływania.

Thomas King jako jeden z pierwszych zareagował na wezwanie z zewnątrz. Ze swojego miejsca mógł obserwować co się dzieje za oknem. A za oknem przebiegał właśnie zakrwawiony człowiek z odrąbaną ręką. Biegł w kierunku centrum miasta.

[off] Sory Wyatt i King ale musicie chwileczkę poczekać na poważną akcję. Sam nie daj się zabić, liczę na inwencję. Joey Będę prowadził twoją postać jeżeli posty nie będą się pojawiać w ciągu 72 godzin. Dobra wiadomość przynajmniej przeżyje ;] [/off]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Stan Haffnack




Dołączył: 26 Maj 2006
Posty: 26
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: El Dorado

PostWysłany: Czw 12:07, 17 Sie 2006    Temat postu:

Tego już za wiele - pomyślał Stan widząc zbliżającego się rozszalałego mutanta - Czemu zawsze ja?
Nie myśląc za wiele czwycił to co miał akurat pod ręką, a był to sporych eozmiarów klucz francuski, i wybił szybę znajdującą się w oknie na ścianie po stronie przeciwnej do wejścia. Wyskakując zdążył jeszcze sięgnąć po stojącą na stole butelkę gorzały.
Tak to jest, gdy się szuka pracy w jakiejś zapadłej górniczej dziurze. Jeśli wyjdę stąd żywy, to nie ruszę się z domu przez następne 150 lat - przysięgał Stan w duchu.
Jednak sytuacja nie wyglądała najlepiej. Ghule nie są przystosowane do biegania, a już zwłaszcza Stan. Ciężko sapiąc dobiegł do wysokiego muru odzielającego miasteczko od pustkowi i zaczął rozglądać się za jakąkolwiek kryjówką. Jego wzrok przykuł uwagę znajdujący koło muru blaszany budynek, najprawdopodobniej mieszkanie jednego z górników. Wysilił ostatnie resztki odpadających od jego ciała mięśni i dotarł do budynku. Wparowując do środka zastał zszokowaną rodzinę górników jedzącą właśnie spokojnie obiad składający się z pieczonej iguany. Nic sobie z nich nie robiąc zaczął przesuwać w stronę drzwi wszystkie meble jakie nawinęły mu się pod rękę. W trakcie tej czynności usilnie starał się sobie przypomnieć, czy te drzwi nie otwierały się przypadkiem na zewnątrz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Joey Harris
Bandyta



Dołączył: 17 Kwi 2006
Posty: 39
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdzieś na pustyni

PostWysłany: Czw 18:03, 17 Sie 2006    Temat postu:

Joey pędził w kierunku miasta dobre pół godziny, po czym zatrzymał się, w skrajnie bezpiecznym miejscu aby odsapnąć. Potok myśli zebrał się w jego głowie. Co tu się dzieje? Zupełnie niespodziewanie obejrzał makabryczną scenę, która obróciła na nice całe jego poglądy na temat supermutantów. Co one robiły tak blisko Manor City? I kim był ten nieszczęśnik, który został pożarty przez te zielonoskóre bestie? Co robiły tam ghule?

Harris wstał z ziemi i ruszył, tym razem nieco wolniej i starał się nie robić hałasu, a także zwracać uwagę na każdy szmer. Cokolwiek spowodowało tak dziwne zachowanie mutantów, było prawie pewne, że pochodziło z Manor City. Joey zaś ze strachu popadł w dziwną mieszankę gniewu i ciekawości. Idąc w kierunku Manor City był już prawie pewien, że rozwiąże tą zagadkę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Wyatt Kowalsky
Bandyta



Dołączył: 15 Kwi 2006
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ukrytej bazy :]

PostWysłany: Śro 17:44, 23 Sie 2006    Temat postu:

Luke nie czekał długo na odpowiedź. Jeden wlany kufel piwa w czasie jak zwykle poniżej 5 sekund i Wyatt już wiedział co powiedzieć:

- Ja bym sobie tutaj odpoczął dzień czy dwa. Całkiem pijalne to gówno. Weź zawo...

Wtedy odgłosy awantury doleciały do jego uszu:

- Hmm... może być nawet ciekawiej niż sądziłem. Idziemy zobaczyć co się dzieje. Daj znać pozostałym by mieli gnaty w pełnej gotowości. Może prócz picia i kobiet to miasta zapewnia także rabowanie i plądrowanie. Nie jesteśmy tu nawet trzydzieści minut ,a podoba mi się tu jak jasna cholera.

Kowalsky rzucił jedną blachę na blat. Napój w jego ocenie nie był tyle wart dlatego pozwolił zbić sobie kufel. Idąc do drzwi upewnił się, że jego pistolet na najlepszą amunicję .223 mm daję się bez problemu wyjąć z kabury. Tak przygotowany mógł stawić czoło niemalże każdemu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Chudeusz
Game Master



Dołączył: 01 Kwi 2006
Posty: 163
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:34, 24 Wrz 2006    Temat postu:

[off] Dzisiaj jest posta dzień wiec.. [off]

Joey Harris widział już wyłaniające się zza wzgórza miasto kiedy instynkt nakazał mu przypaść do ziemi. Tak znowu supermutanty. Cała grupa szła w kierunku Manor City wymachują dziwnie wyglądającymi broniami. Większość uzbrojona była w jakieś topory i miecze ale kilka mutantów niosło broń palną. na przedzie podążały Ghule uzbrojone w strzelby. Zwiadowca odprowadził wzrokiem kolumnę po czym ostrożnie podniósł się z ziemi. Ostrzec mieszkańców raczej nie zdąży. Ale przynajmniej przeżyje.

Stan musiał być wybitnie przekonujący gdyż górnik natychmiast przyłączył się do barykadowania drzwi nie rozwalając intruzowi głowy ze stojącej pod ścianą strzelby. Jednak blokowanie drzwi to nie był dobry pomysł. Domek był wykonany ze śmieci, jak większość budynków w miasteczku. Dlatego też dla szarżującego mutanta jego ściany nie stanowiły większego problemu. Już po drugim ciosie topora W ścianie pojawiło się obszerne pękniecie. Kolejny cios Wybił dziurę przez którą widać było potężne mięśnie mutanta. Niestety gospodarz nie przewidział Takiego obrotu sprawy. i nie zrobił zapasowych drzwi czy okna. Przeraźliwy krzyk kobiety rozdarł powietrze gdy do wnętrza wdarła się olbrzymia łapa. górnik skoczył ku stojącej w kącie strzelbie i próbował ją załadować trzęsącymi się rękoma..

Na zewnątrz baru trwały gorączkowe przygotowania do obrony wszyscy zdatni do noszenia broni mieszkańcy miasteczka zgromadzili się na murach okalających osadę. Gdzieniegdzie słychać było już strzały z broni palnej. W środku tego zamętu znajdował się teraz Wyatt i jego ciężarówka. Zdyscyplinowani raidersi nawet nie wyjrzeli zza plandeki polegając na słowach pilnującego ciężarówki Bandyty który nerwowo ściskał karabin myśliwski.

[off] troche wskazówek
Thomas king siedzi w knajpie ze swoja laska dopuki nic nie napisze olewamy go. Harris jest na wzgórzach i liczy na przebicie się do miasta. Stan jak wszystkie Ghule ma przesrane. Wyat ma największe pole manewru może zrobić wszystko... [off]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Autor Wiadomość
Stan Haffnack




Dołączył: 26 Maj 2006
Posty: 26
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: El Dorado

PostWysłany: Sob 21:21, 30 Wrz 2006    Temat postu:

Stan w przerażeniu podbiegł do górnika zdającego się obecnie być jedynie kawałkiem trzęsącej się galarety. Ten zdezorietntowany nawet nie zauważył jak ghul wyrywa mu z rąk strzelbę, uderza go w głowę kolbą, a następnie popycha go w kierunku drzwi na pastwę oszalałego supermutanta. Przez chwilę w panice poszukiwał wzrokiem jakiegoś okna, aż w końcu zrezugnowany wycelował strzelbą prosto w swoje lewe ramię, a następnie... wystrzelił. W całym niemalże miasteczku słychać było okrzyk bólu. W akcie desperacji Stan upadł z głuchym łoskotem w kąt poswalając wszystkim częściom ciała luźno zwisać na pozostałościach ścięgien.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Stan Haffnack dnia Wto 20:08, 03 Paź 2006, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Fallout PBF - RPG Strona Główna -> Schron Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
BBTech Template by © 2003-04 MDesign
Regulamin